O szkole

By AgataBaj, Czerwiec 8, 2014

Czynności, które wykonuje się w dzisiejszej szkole (uczenie się historii,
rozwiązywanie zadań z matematyki) są pozbawione wszelkiego obiektywnego
twórczego zamiaru, z natury swej są kulturalnie bezpłodne. Nie ma więc w tej
sytuacji nic rzeczywiście interesującego ani dla ucznia ani dla nauczyciela.
Uczeń przyswaja biernie pewien balast umysłowy – coś, czego trzeba się nauczyć,
aby dostać dobry stopień. 


Zagadka na początek. Kim jest osoba mająca taką opinię o szkole:

            
a.   uczeń, którego niewiele interesuje nauka?

            
b.   jeden z liderów reformy polskiej oświaty?

            
c.   socjolog badający środowisko szkolne?

Jeśli sądzisz, drogi Czytelniku, że to jakiś leniwy uczeń – nie masz racji.
A może odważny reformator? Też nie. Słowa te pisał 80 lat temu światowej sławy
socjolog – Florian Znaniecki.

W tekście tym chciałabym przybliżyć koncepcje, które głosił, jego perspektywę
patrzenia na wychowanie. Moim zdaniem, myśli te są bardzo inspirujące i wciąż
aktualne. Zacznę od szerszego kontekstu – wychowującego społeczeństwa by dojść
do procesu nauczania-uczenia się.

Każdy z nas od momentu przyjścia na świat podlega wpływom innych osób.
Początkowo największe znaczenie w tym procesie mają rodzice. Ich działania,
pełniona rola i funkcje wychowawcze uwarunkowane są biologicznie i społecznie.
Gdy dorastamy krąg osób z którymi mamy bezpośrednią styczność poszerza się o
osoby, które blisko nas mieszkają. Mają one na nas wpływ poprzez plotki, sądy,
opinie. Kolejną grupą są rówieśnicy. Tu najistotniejszym jest samorzutny wybór,
spontaniczność udziału w grupie i równouprawnienie. Rodzina, sąsiedzi i
rówieśnicy tworzą wczesne środowisko wychowawcze. Prof. Znaniecki wpływy
te określa jako wychowanie samorzutne, w przeciwieństwie do rozmyślnego
(refleksja pedagogiczna), wyspecjalizowanego procesu, w którym pośrednikiem
jest nauczyciel. Proces rozmyślnego wpływu na jednostkę w trakcie rozwoju
społeczeństw został zinstytucjonalizowany tworząc – instytucje wychowawcze.
Centralną instytucją jest szkoła. Kluczową postacią w niej jest nauczyciel.
Nauczyciel rozumiany jako przedstawiciel delegowany przez innych dorosłych, by
w sposób pożądany wpłynąć na młodego osobnika, kandydata na członka grupy. Sam
delegat – nauczyciel, by pełnić swą rolę coraz lepiej, nabywa specjalistyczną
wiedzę pedagogiczną.

Obok wczesnego środowiska wychowawczego i instytucji wychowawczych istnieje
jeszcze trzeci element: instytucje wychowania pośredniego. W tym wypadku
brak osobistej styczności między osobami, pośrednikiem jest symbol
oddziaływujący poprzez to co jest czytane, oglądane, słuchane. Jest to wszelka
działalność intelektualna dostępna, aktualnie lub potencjalnie, poprzez gazety,
książki, kino, teatr, radio, muzea. A dziś dopisalibyśmy jeszcze wszechobecną
telewizję i coraz bardziej dostępny Internet.

  

Trzy obszary, trzy środowiska przenikając się wpływają na dziecko,
kształtując samorzutnie bądź rozmyślnie proces wychowania. Jak wychowanie
definiuje profesor Znaniecki? Wychowanie jest to działalność społeczna,
przedmiotem tego procesu jest jednostka, osobnik – kandydat na członka grupy
społecznej. Zadaniem jest przygotowanie tego kandydata do pełnego uczestnictwa
w społeczności dorosłych. Dziecko jest swoistym przedczłonkiem oczekującym na
przyjęcie do grupy dorosłych, by stać się jej członkiem.

Działalności tej możemy przyglądać się z dwóch stron. Z jednej strony
przedmiotem badań jest wychowywany osobnik z drugiej zaś wychowujące
społeczeństwo
. Zadajemy sobie pytania o społeczny przebieg wychowania,
pytając o warunki w jakich się kształtuje, za pomocą jakich metod i w jakich
kierunkach działalność ta przebiega. Z drugiej perspektywy – wychowującego
społeczeństwa – zadać można pytanie o dążenia, potrzeby grupy, wymagania
względem instytucji wychowawczej.

A wprost zapytamy: w jakim celu istnieje szkoła?

W przeszłości i współcześnie różne grupy społeczne zainteresowane były i są
funkcjonowaniem szkoły. Obecnie przeważnie jest to państwo, ale mogą to być
również grupy narodowościowe, wyznaniowe, związki kulturowe. Pytając o szkołę
nieodłącznym jest pytanie o nauczyciela. Jaka jest geneza tej wyspecjalizowanej
funkcji społecznej? Jaka przebiegała ewolucja roli nauczyciela? Jak rodziła się
instytucja szkoły? Pierwotnie celem było odosobnienie młodych kandydatów na
członków grupy, po pierwsze by uchronić przed zły wpływem innych grup, po
drugie by zintensyfikować wpływ pożądany. Za zarodek szkoły profesor Znaniecki
uznaje obyczaje inicjacyjne plemion pierwotnych, którym nadaje znaczenie
bardziej magiczne niż pedagogiczne. Kolejnym przykładem mogą być istniejące
przy świątyniach starożytnego wschodu specjalne szkoły przygotowujące
muzykantów, tancerzy czy prostytutki sakralne. Za prototyp szkoły można uznać
kolegia kapłańskie, celem było przygotowanie do funkcji wyjątkowych,
niezwykłych, odmiennych od funkcji członków zwykłego społeczeństwa. Kształcili
się w nich kandydaci do stanu kapłańskiego, ale również przyszli królowie i
możnowładcy. W tym wypadku aspekt odosobnienie przed niepożądanymi wpływami
reszty społeczeństwa jest bardzo widoczny. Współcześnie również kandydat na
zakonnika przechodzi etap formacji. Profesor Znaniecki pisał wprost: urabianie
osoby wychowanka. Nauczyciel jako przedstawiciel grupy dorosłych przekazuje
konkretną wiedzę i wtajemnicza, przygotowuje do pełnienia specjalnej roli, jak
miało to miejsce w przypadku króla. Nauczyciel też służył za wzór, np. kowal
kształcił kolejnego kowala, czy rycerz rycerza. Rola nauczyciela stawała się
coraz bardziej wyspecjalizowana.

Tradycyjna doktryna pedagogiczna użyteczność szkoły upatruje w zaznajomieniu
młodego osobnika z określonym kompleksem kulturalnym. Każda grupa
kulturowa (lud, naród, cywilizacja) swoją odrębność, swoistość buduje poprzez
mowę, literaturę, sztukę, mity, obrzędy, obyczaje, prawa, typy wyrobów i
narzędzi, metody działań. Kompleks kulturalny, z którym uczeń zapoznaje się w
szkole, to nic innego jak: teorie naukowe, dzieła literatury i sztuki, dogmaty
religijne, reguły moralne, wspomnienia historyczne grupy czy formy językowe.
Myślę, że nie będę daleka od prawny jeśli postawię znak równości między tym co
prof. Znaniecki nazywa kompleksem kulturalnym a tym co w dzisiejszej szkole
określamy mianem programu. Bo czymże są te boje o kanon lektur jak nie
włączeniem lub wykluczeniem z pewnego kompleksu określonych wartości.

Kompleks kulturalny jest tymi samymi treściami, wytworami dla ucznia i dla
dorosłego, jest on taki sam, jednak o innym znaczeniu. Dla dorosłego są to
elementy konkretnych sytuacji życiowych, zawodowych, prywatnych bądź
publicznych. Dane problemów społecznych, technicznych, religijnych czy
estetycznych o wielorakim znaczeniu. Dla ucznia, kompleks kulturalny jest
niczym więcej niż czymś, co trzeba się nauczyć, dobrowolnie lub pod przymusem,
uczeń ma sobie przyswoić: symbole, słówka, nazwy i daty. Oprócz treści istotą
szkoły są również czynności tj. rozwiązywanie zadań matematycznych, pisanie
wypracowań, przeprowadzanie doświadczeń chemicznych. Działalność ta jest
wyspecjalizowana i wyodrębniona, tworząc system zamknięty szkoły.
Gdzie jej funkcjonowanie zbliżone jest do organizacji pracy warsztatu czy
fabryki.

Założenia tego systemu są takie:

– uczeń odizolowany jest od zewnętrznych, przeszkadzających mu wpływów,

– uczeń ma dany obiektywny materiał, narzędzia by osiągnąć wyniki,

– uczeń całkowicie i wyłącznie oddany jest czynności uczenia się, jest
umysłowością chłonąca przedmiot.

Zacytuję tu dokładnie profesora: Metody przyjmowania nauki, które grupa
szkolna narzuca uczniom, opierają się na przypuszczeniu, że sytuacja, którą
uczeń znajduje w szkole, jest całkowicie i wyłącznie przystosowana do potrzeb i
zadań uczenia się, że uczeń ma dany sobie cały obiektywny materiał i narzędzia,
niezbędne do osiągnięcia wyników, jakie uczenie się osiągnąć powinno, i że „od
niego tylko zależy”, by żadne, obce danej sytuacji zainteresowania i dążenia
nie stanęły na przeszkodzie urzeczywistnienia jego przypuszczalnego zamiaru
nauczenia się danego przedmiotu.

Wszelkie działania, czynności procesu nauczania – uczenia się, pozbawione są
twórczego zamiaru, z natury swej są bezpłodne. Uczeń czyni coś, co ani w jego
obecnym życiu poza murami szkoły, ani w dorosłym życiu czynić nie będzie.
Jedynie znaczenia czynnością tym mogą nadać czynniki zewnętrzne. A są nimi
pochwały lub nagany, oceny dobre i złe, miejsce w rankingu…

Tradycyjny ideał szkoły zakłada pewien wspólny schemat działania, zgodny z
programem, nauczyciel ma wyjaśnić, uczeń ma przyswoić, określone
twierdzenia, teksty. Jakże często są to treści bez znaczenia dla ucznia, ale i
dla nauczyciela, chyba, że nauczyciel jest również naukowcem eksplorującym
poznawczo daną dziedzinę. Treści te często nie wiążą się ani z
zainteresowaniami, ani z dążeniami ucznia, ale też zainteresowaniami i
dążeniami samego nauczyciela. Aby uczeń chciał się nauczyć: wysłuchać,
odczytać, zrozumieć, zapamiętać, nauczyciel ma do dyspozycji choćby takie
środki przymusu jak oceny. Uczeń w szkole przyswaja kompleks kulturalny, który
dla niego jest jak balast umysłowy. Poznawane twierdzenia, symbole, wzory,
teraz są martwe i w większości, w przyszłości, zostaną martwe raz na zawsze. To
co zostanie wykorzystane, zostanie na nowo odkryte, inaczej zrozumiane, nie
jako balast ale czynnie stosowane elementy zagadnień życiowych.

Istotne pytanie: czy warto zachować szkołę jako specjalne środowisko? Jako
odrębny zamknięty system o charakterze odosobnionej grupy?

I na zakończenie, tak dla uzupełnienia, słowa z podręcznika akademickiego,
napisane przez współczesnego profesora pedagogiki Krzysztofa Konarzewskiego:

Szkoła – jak każde miejsce codziennej aktywności – jest nauczycielowi bliska
i dobrze znana. Ta bliskość czyni szkołę oczywistą, zabija zdziwienie i naiwne
pytania. Doświadczony nauczyciel nie pyta, po co istnieje szkoła, pod wpływem
jakich sił działa, jaką ma budowę. Nie zastanawia się, czy szkoła mogłaby być
inna niż jest, i jeśli mogłaby, to dlaczego nie jest. To, co wie o szkole i
swoim w niej miejscu, wydaje mu się pewne i niewzruszone. Do głowy mu nie
przyjdzie pytać, skąd wzięła się w nim ta wiedza, odróżnić fragmenty pochodzące
z własnej, bezstronnej obserwacji od uogólnień podszytych emocjami i
kolektywnych stereotypów.
(Krzysztof Konarzewski (red.), Sztuka Nauczania.
Szkoła, Warszawa 2005, s. 10)

                                                                              
***
Teks ten powstał na podstawie książki Floriana Znanieckiego Socjologia
wychowania
wydanej przez PWN w Warszawie 2001 roku. Zachęcam do
przeczytania oryginału.

Artykuł został opublikowany na łamach
internetowego czasopisma TRENDY uczenie się w XXI wieku nr
8(22)/2007. Wydawca: Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w
Warszawie. Ukazał się również w tygodniku Gazeta Szkolna nr 41-42/2007.

One Comment

  1. Łukasz Srokowski napisał(a):

    "Doświadczony nauczyciel nie pyta, po co istnieje szkoła, pod wpływem jakich sił działa, jaką ma budowę. Nie zastanawia się, czy szkoła mogłaby być inna niż jest, i jeśli mogłaby, to dlaczego nie jest." – wypas, bardzo mi się podoba ten cytat z Konarzewskiego. Jest niezwykle prawdziwy – i oczywiście nie dotyczy tylko nauczycieli, ale wszystkich osób "uwikłanych" na stałe w system edukacji.

    A przecież wiemy, że świadomość celu jest najważniejszą rzeczą, przy wykonywaniu każdego zadania. Więc, każdy pracownik oświaty powinien sobie zadawać pytanie "po co istnieje szkoła" regularnie. 🙂

What do you think?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *